4 lipca 2013

Miłość Siebie


Wszystko to co mam.
To myśli, które udało mi się poukładać...
Świat, który pokochałem po swojemu.

Mój tata powiedział mi...
"Jeśli potrafisz czuć spokój w sercu, to wystarczy".
To wyjątkowo słodkie słowa...

Przemierzamy to życie...
A zaczynamy zawsze od płaczu...
Potem uczymy się jakoś panować nad strachem, przed myślą, że nie jesteśmy tu jedyni...

Że ten świat ma wielu twórców.
Że ta chwila, która trwa nie należy wyłącznie do nas.
Więc nie ważne jak długo będziemy na to czekać...

Ważne jest.
To zdążymy poczuć.
To co będziemy w stanie stworzyć.

Ważne jest to.
Czemu pozwolimy przemówić przez nasze ciało.
Czego stworzymy tutaj więcej...

W sytuacji przepełnionej smutkiem.
Stratą czasu jest.
Czekanie aż dana sytuacja się odwróci.

Warto sprawić tak.
Żeby ci co przyjdą po nas i ci co dzielą z nami czas...
Mieli łatwiej...

By zastali odrobinę mniejszy bałagan.
Bo to przełoży się na ich myśli i serca.

Radość z tej myśli nazywam Miłością Siebie.

25


1 lipca 2013

Moc Myśli

Co do mocy myśli...
W moim odczuciu sfera umysłu to takie biurko kreślarskie.
Co ciekawe, możemy iluzorycznie doświadczyć tego co zamierzamy zrobić.
Takie doświadczenie pozorne umożliwia nam podjęcie decyzji.
"Tak, to mnie spełnia, pragnę iść tam, uczynić to, zrobić tak a tak".

W tym momencie pojawia się uczucie wynikające z obcowania z efektem finalnym w naszej wyobraźni.
Może się to przejawiać jako poczucie inspiracji, silne postanowienie, pewność, pogodny spokój.
Nie ważny jest kształt tego uczucia, chodzi o to, że wynika ono bezpośrednio z nas.
Jest odpowiedzią na obraz, który w nas powstał i stosunek do niego.
Jakich czynów może dokonać osoba, o której możemy powiedzieć, że jest natchniona?
Dlaczego?
Ponieważ jest zamknięta w samowystarczalnym, wciąż samonapędzającym się energetycznym cyklu.
Czas pomiędzy wizualizacją celu a jego osiągnięciem tego co zamierzamy zależy od tej energetycznej dawki, która wynika z nas.
Dlatego osobę, którą zadowala sama wizualizacja celu, a energię która budzi się w niej by mogła ten cel osiągnąć, nazywa się "leniwą".
Bo jakby marnotrawi ten zastrzyk.
Który jest kompletnie za darmo.

Istnienie czasami nie chce iść jakby dalej, rozwijać się i stawiać się w jakby w kolejnych możliwościach.
Bardzo zadziwiał mnie ten fakt.
Że wystarcza nam pomyślenie o zjawisku, że możemy zrezygnować, z tworzenia, i pewnie dzieje się to z różnych przyczyn i powodów.

Z tego co mogłem zaobserwować tak ze swojego zachowania jak i innych, to że tworzenie jest kłopotliwe...
Bo jak coś stworzymy z miłości z poczucia piękna to chcielibyśmy by było to wieczne, by zostało uszanowane, by wywarło taki a taki oddźwięk.
Jest to bardzo trudne, głównie z odmienności naszego postrzegania.
Poprzez różne doświadczenia nie ma w nas pewnej wrażliwości, oglądu by dostrzec to co ktoś pragnął to przekazać.
Pojawia się poczucie nie-wartości, niezrozumienia ale i również zawiść, zazdrość...
A są to takie małe drzwiczki do strasznie przykrego licha - zemsty.
I nie ważne czy uważamy, że ktoś nie docenił nas, czy mamy jakiś afront do kreacji drugiego człowieka...
Działanie w afekcie to działanie w afekcie.
Ma ono miejsce, gdy działamy z przykrości.

W tym momencie pojawia się również najsmutniejsza kolej rzeczy...
Istnienie może obrazić się na twórców tak bardzo.
Oddzielić się od istnień na tak znaczną odległość...
Że odmówi im jakości bycia twórcą.
Mówimy teraz o takich rzeczach jak wyzysk, dominacja...
Istnienia urażone reakcją innych istot czy to na kreacje czy nawet na sam fakt istnienia...
Zaczyna gromadzić zasoby.
By odmówić wszystkim innym możliwość wyrażania opinii, poprzez wprowadzenie hierarhii...
Możliwości swobodnego kreowania otoczenia, poprzez przypisanie zasobów do wąskiego grona...

Dajemy innym to co nas spotkało...
To co stało się częścią nas.
Istota, która obraziła się egzystencjalnie na życie, świat, ludzi...
Świadomie lub nie będzie dążyć, do tego aby to spotkało wszystkich.

Patrząc po buddyjsku, to jest krzyk rozpaczy tej istoty o zrozumienie.
Patrząc jakby bardziej trzeźwo, to człowiek krzywdzi człowieka.
Po prostu.
Ponieważ może, bo ten świat jest zbudowany w dość jednak przykry sposób...

I ciągle krzywdzimy się wzajemnie.
Ponieważ tak niewiele wystarczy byśmy obrazili się na świat.
Byśmy sprzedali yo uczycie, które podsyca naszą kreację.
Która dodaje nam zawsze sił, która pompuje pasję przez każde zakamarki ciała.

Oddajemy to za urazę, którą rozprzestrzeniamy jak zarazę.
Jako, że to nigdy nie syci, nie niesie spełnienia, egzystencjalnego.
Potrzebujemy, istnieje wręcz wymóg, wedle, którego ma reagować świat.

Typowy mechanizm egotyczny, pt. "skoro ja nie mogę to nikt nie może", albo "skoro ja nie mogę, to ja wam pokażę jak bardzo mogę".

A że ludzie wałkujący taki rodzaj rzeczywistości nie mają dostępu do spełnienia...
Egzystencjalnego.
Buntują się również przeciwko temu, i odmawiają tego uczucia całemu światu.
Bo jak palant, który nie potrafił obcować pośród ludzi w jakiś naturalny, albo choć trochę harmonijny sposób i odłączył się od energii-matki i przez to jego życie stało się dosłownie chujowe...
To już nic nie może być po normalnemu.

Cierpienie to bardzo przykry wymiar egzystencji.
Ponieważ pochłania.
Wypacza myśli.
Ponieważ umysł zawsze będzie bronić istnienia.
Taką posiada rolę.
Zawsze będzie odwracał kota ogonem ponieważ jest po to by chronić istnienie.
By zaradzać.

Każdy z nas doświadczył w dzieciństwie obrażania się na wszystko.
Zobaczcie jakie były to bzdury.
Jak nieproporcjonalna była z obecnego punktu widzenia nasza reakcja.
Ale dla tamtego nas, dla ówczesnego umysłu, który potrafił dostrzec to co potrafił, lizak, albo autko to była sprawa egzystencjalna!
To jest szokujące odkrycie, dla mnie.
Bo w takim świetle wychodzi na to że ludzie nie wyrośli jeszcze z tego.

Ich ego otoczyło się mnóstwem rzeczy, które świadczą o tym, że to oni mają rację.
Ale mogą chełpić się tymi rzeczami tylko dlatego, że inni ich nie mają, a najczęściej nie mieli możliwości ich posiadać, a często nawet marzyć, bo ich umysł nie mógł poznać takiej rzeczywistości w której istnieją jakiekolwiek udogodnienia, dla egzystencji.

Cierpienie pasywne, niemożność kreacji również powiela ten patologiczny stan.
Jakiejś totalnej nierówności.
Kpiny z tego co nosimy w środku.

Czasami naprawdę zastanawiam się w jakim świecie dane mi było się urodzić...
Wszystko jest tak przykre.
Tak nieskończenie przykre.

Czasami czuję hańbę.
Jest mi wstyd, że jestem w stanie w ogóle się radować.
W obliczu tego wszystkiego co widzę, a co spotyka się z moim niezrozumieniem.
Z moim najwyższym niezrozumieniem.
Bo świat stał się irracjonalny.
A może zawsze był?

Może było tu jeszcze gorzej?

Nie wiem...
Ale wydaje mi się...
Wierzę oraz czuję...
Że istoty, które widząc to wszystko...
Poświęciły się transcendencji i szukaniu odpowiedzi...
Które spojrzały w siebie, i odkryły to uczucie.
Ten wszystko wybaczający żar, który pali się ogniem prostych słów.
Ludzkich.
Że te istoty zapaliły światło.
Otworzyły umysły na zrozumienie, na możliwość wyjścia z kręgu, który niesie nam zgubę...
Człowiek stworzył lampion.
W którym przekazywana jest prawda o nas.
O każdym z nas.
Nie jako zbiorze cyfr i medali z etykietami.
Tylko jako o cudzie życia.
O bezkresie tego czym jesteśmy.
O wolności, która jest wpisana w nas.
Człowiek, jako ucieleśniony akt woli, zdolny do kreacji, do dedukcji, do empatii, czucia więzi.
W każdym zakamarku naszej najprostszej nagości jesteśmy piękni.
Doskonali, przygotowani bezbłędnie, by doświadczać tego życia.
Wszystkiego Czym Ono Jest.
Wszystkiego czym jest w Istocie.

Ale nam jako zbiorowi obejmującemu całą ludzkość.
Wystarczy ten ogryzek.
Wygodny fotelik w domu i w pracy.
Psychologiczny gambit, który spowija wszystko w prawach dominacji.
Zasoby, które bezbłędnie odzwierciedlają mniemanie o sobie każdego człowieka...
Zjadamy jabłko, które jest jedno.
Z tym że dzielimy się na tych co biorą, tych co proszą i tych co nie mają.
Życia bez smaku.
Bez możliwości zasadzenia własnych owoców...
Bez swobodnego wyrażania uczuć płynących z obcowania...

I wszystko miga, odciąga i ukierunkowuje uwagę do rzeczy, które przemijają, które się psują i które ostatecznie nie są Ci dane byś je sobie miał.
Takich cech nabiera życie.
Takie stają się emocje...
Przygasłe, marne, ograniczone do strefy myślowej.
Nierealnej.
Nienamacalnej.
Nie mającej oddźwięku w sferze materii.

Działanie w spełnieniu jest pełne spokoju.
Jest delikatne.
Drobne.

Istnienia które oddzieliły się od tego uczucia, dążąc do postawienia na swoim w pewnym momencie, poprzez forsowanie sobie drogi uzyskały wyższą rękę.
Powstawały stanowiska zwierzchnicze, rządzące...
Które oczywiście były powołane ze szczytnych pobudek.
Z tym, że spełnione istnienie jest jakby ślepe, przepełnia je miłość do swojej kreacji.
I ustępuje.
Bo boi się o nią.
Wątpliwość, strach, poczucie nie-wartości...
Bardzo łatwo zaszczepić te rzeczy w dualnej rzeczywistości.
Niezwykle łatwo.

Człowiek sam zdał się na łaskę drugiego człowieka, w ogromnej dysproporcji sił.
Co się dzieje w Egipcie.
W tym czasie?
Jak "władza" która została wybrana przez ludzi i dla ludzi, może im się sprzeciwiać?
Tak mi się wydaje.
Prezydent to tylko figura, nie może sprzeciwiać się ludziom "swojego" kraju.
Bo jest jednym z nich.
On jest dla nich.
Ludzie uznają, że nie był to dobry wybór to się mówi "dziękuję".
To jest najodpowiedzialniejsza rola.
Prezydent to najwyższy strażnik tego po co wybrali go ludzie.
Tylko po to jest.
Nic innego.

Reprezentuje kraj, mówi w imieniu WSZYSTKICH.
Powinien być ze wszech miar najznamienitszy.
Ponieważ w jego rękach jest wielka Moc.

Niewyborażalna.
Istnienie dostaje w opiekę kraj.
I co robi?!

Obrazy, które stanowią część życia tych istot.
Czy to rozumiesz?
Oni to doświadczają osobiście.
Te doświadczenie determinuje to za co mogą się uważać.
O ich przyszłych wyborach.
I możliwościach, jakie będą mogli podjąć.
Determinuje to ich zdolność na otwarcie się na uczucia i wszystkie te stany świadomości, które możemy uważać za "wyższe" bardziej wspólne.
Oni nie mają innej możliwości jak to wycierpieć i starać się nie pęknąć, nie zacząć samemu powielać tych, których doświadczyli.

Nie wolno stawiać istnienia w takiej sytuacji.
Stawianie istnienia w tak skrajnym doświadczeniu, w egzystencjalnym doświadczeniu zaprzeczenia tego czego obraz każdy nosi w sobie, jest zabronione.

Nie jesteśmy tu po to.
By stawiać czoła urojonym scenariuszom.
Rodzimy się wolni, owoc miłości.
Zbliżenia, zaufania.
W pragnieniu przedłużenia teraźniejszego uczucia, które nas połączyło na przyszłość.
Po to dano nam umysł, który potrafi dedukować to co może nastąpić.

Byśmy mogli nadawać kierunek.
Taki jak najbardziej czujemy.
Taki jak spełni nas najbardziej.
Tak wszystkich jak i każdego z osobna.

Poczuj to i twórz.
Wszystko Już Jest.



Om

29 czerwca 2013

Zen Buddy

Budda powiedział:

– Uważam, że pozycja królów i władców to nic innego, jak drobinki pyłu. 
Skarbce pełne złota i klejnotów, widzę jako magazyny wypełnione cegłami i kamieniami. 
Piękne jedwabne szaty są dla mnie tym samym, co łachmany. 
Wszystkie liczne planety wszechświata postrzegam jako nasiona owoców, 
a największe jezioro w Indiach to kropla oliwy na mojej stopie. 
Nauki tego świata to dla mnie jedynie iluzja magików. 
Najwyższa koncepcja wyzwolenia to złoty brokat we śnie, 
a święta ścieżka oświeconych jest jak kwiaty pojawiające się przed naszymi oczyma. 
Medytacja jest jak podnóże góry, a nirwana jak senny koszmar przeżywany w świetle dnia. 
Osądzanie, co jest dobre, a co złe, postrzegam jako wijący się taniec smoka, 
a powstawanie i upadanie wierzeń to tylko ślady pozostawione przez zmieniające się pory roku.



28 czerwca 2013

Kilka słów...

Od samej ziemi aż do nieba.
To wszystko czym jesteśmy.
Ze wszystkimi słowami i określeniami jakie możemy sobie wręczyć.
Wszystko płynie.
Tylko z bezruchu można widzieć to co się porusza.
Poruszając się ze wszystkim nie widzimy ruchu jaki w istocie jest.
Smutek.
Bo gdy stajesz.
Widać całą tą przykrość.
Wtenczas pojawia się w istnieniu przeświadczenie.
Że wszystkiemu winny jest ruch.
Bo cierpienie zadawane jest jako czynny akt.
Pojawiło się w istnieniu przeświadczenie, że bierność jest odpowiedzią.
Brak ruchu.
Lecz obsesja ruchu czyni z bezruchu pustkowie.
Tak jakby istnienie w bezruchu było niewidoczne.
Jest takie zrozumienie.
Że czasami bardzo trudno śmiać się z... 
Śmiech staje się "mimo wszystko".
Uważam.
Że istnienie.
Jest sobą od początku.
To intymne poczucie istnienia.
Może odmawiać albo przywiązywać poczuciu istnienia zjawisk, które było w stanie zaobserwować.
To od nas zależy.
Ile postawimy pomiędzy sobą.
Nie zmienia to jednag tego...
Je wyrastamy z tego samego.
Dom.
Nigdy go nie opuszczamy.
Nie ważne co przyjdzie nam myśleć.
Umysł sposób w jaki rozkłada i łączy to co jest w stanie postrzegać.
Opiera się i bazuje na obiektach.
Obiekty zyskują formę "poza" domem.
Lecz nie możemy być poza nim.
Poza życiem.
Dlatego nazywa się to snem.
W domu...
Gdy wszystko traci kontury...
Wszystko jest.
Mimo, że dłonie są puste.
Wszystko przepełnia wszystko.
Pulsuje w twojej krwi.
Oddycha razem z Tobą.
Czując to.
Stawianie granicy.
Pomiędzy czymkolwiek jest przykre.
Jest w moim odczuciu sprzeczne.
Czarny ptak.
Kocham wolność.
Nawet ubraną w ciało.
Bo ciało...
Nie jest klatką.
Tylko przedsionkiem.
Tego czym w istocie jesteśmy.

Om

23 czerwca 2013

Kiedy buszą się ludzie...

A teraz pisanie.

Powiem tak.
DZIŚ.
Z samego początku tego co nazywamy "Dziś".

NIE BYŁO NIC.
Ułamek sekundy potem.
Obudzili się ludzie.
Robią to dość nieregularnie.
Ale to tylko dlatego, że wymyśleli sobie strefy czasowe. : )))

Budzi się człowiek.

Wstaje, bierze swojego ludzika.
I zaczyna robić rzeczy.
I w NICZYM zaczynają się one DZIAĆ.
Wchodzą w zależności, spotykają się...
I coś tam sobie rozumkują...
Coś tam kiwają do siebie główkami.

Bo wtenczas.
Na tą chwilkę gdy coś robią, łatwiej jest zapomnieć człowiekowi, że jest kompletnie niezorientowany, czym jest, gdzie jest, i jaki jest obecny stan rzeczy...

Dlatego ludzie zamykają siebie lub innych w kilku zdaniach.
Wykwintnej dyskusji, w której będą istniały podmioty dyskutujące o podmiotach.
Bo w takiej relacji z życiem umysł potrafi zaznać ukojenie.
Od ostatecznej Niewiedzy.

Wyciąganie wniosków i traktowanie powyższego zdania jak faktu, układania sobie życia na tym to również przegapienie sensu.

Dzisiejszego dnia rano...
Gdy otwarłem oczy...
Nie było nic.
Wstałem wziąłem swojego ludzika...

I między innymi pojawiło się to...