20 kwietnia 2013
16 kwietnia 2013
Potencjał "JA"
Czasami jest tak.
Że istota dostrzega niepełność wiedzy.
Jej ułamkowość w stosunku do wszystkiego ubranego w całość.
Jeśli pójdzie za tą myślą.
To doświadczenie takiej osoby.
Stanie się bardzo obszerne.
Ponieważ wszelka wiedza przybierze bez-kształt.
Czyli nie będzie jedyną słuszną drogą.
Jedyną możliwością w tej czy innej sytuacji.
Jest w tym bardzo wiele przestrzeni.
Ale...
Znikają również punkty odniesienia.
W tym momencie, można powiedzieć umysł, pragnie zachować ramy.
By ci służyć tak jak służył do tej pory.
Pojawią się kolejne pytania.
Które będą jakby głębsze.
Bardziej egzystencjalne.
Ponieważ odpowiedzi na nie są próbą nadania konkretnego toru.
Bo bez niego.
Człowiek staje się troszkę...
"Nie z tego świata".
Te odpowiedzi.
Pytania...
To nie są wątpliwości tej chwili.
Mogą pojawić się tu dzięki nam.
My sprowadzamy je z myślowego abstraktu, tutaj - do życia.
I nawet wtedy nie znaczy to, że są one czymś namacalnym.
Bo wszystko zależy od punktu siedzenia.
Za udzielanie mentalnych odpowiedzi nie rozdają również jakiś szczególnych nagród.
Nie stajesz się jakikolwiek gdy zaświta w tobie jakaś myśl.
I ostatecznie nic w nas nie przybywa, gdy zadumiamy się w sprawach absolutnych.
Ponieważ skoro możemy widzieć myśl, która pojawiła się w nas...
Świadczy to tylko o tym, ze mogliśmy ją pomyśleć.
Że była w nas.
Cały czas.
A zakwitła pod wpływem jakiegoś doświadczenia.
I w ten sposób możemy również smakować Siebie.
Czasami jest w tym wiele z zaskoczenia, czasami budzi się zapał, intencje, marzenia...
Bo dane nam jest widzieć Siebie jakiego jeszcze nie zaznaliśmy za życia.
Ale ten ktoś, ta myśl, ten obraz...
Jest wieczny, niezmienny i zawsze obecny.
Ponieważ jest to Potencjał "ja".
Do samo kreacji.
Do wyboru.
Do stanowienia o Sobie.
Ale to o czym mówię.
Jest pulą wszelkich możliwości.
Którą możemy przeczesywać tańcząc i wędrując za pomocą tego ciała.
To, że uważamy się za to lub tamto...
Sprawia, że i nasza percepcja nasiąka tymi rzeczami i zjawiskami.
Ale nie zmienia to faktu, że poruszamy się w nieskończonym potencjale.
Skupienie uwagi.
Wiara.
Ułatwia.
Daje oparcie.
Daje konkretne wytyczne.
Daje jasny cel.
I drogę do niego.
Ale koncept celu, miejsca do którego uważamy, że zmierzamy.
Jest wybiórczym wyobrażeniem Tego Co Jest.
W tej chwili jest...
Wszystko.
Wszystkie rozpady i synegrie konceptów wszelkich myśli.
Wiedzieć to co wybierają z tej puli ludzie.
I wprowadzają w życie.
Jakie historie podsycają.
Jaki budują pryzmat swojego postrzegania...
Jak mówią.
Jak myślą, że myślą.
A przecież...
Wszystko Jest.
Dlaczego coś robić z tym fantem?
Dlaczego zadawać pytania i szukać odpowiedzi?
Po co odkrywać po raz nowy Amerykę?
Bo możesz.
Bo to również jest Tym.
Bo wszystko to doświadczenie.
Bo wszystko to możemy sprowadzić tutaj i postawić za "Ja".
I życzę Ci, żebyś widząc Siebie.
Częściej mówił "Ja Stworzyłem".
Niż "Ja Chcę".
Bo wtenczas nawet ty sam, będziesz widział Siebie.
Z Tego czerpał.
I to sprowadzał tutaj.
Nie ma większej radości, niż nadawanie sobie kształtu.
Widząc i wiedząc to Wszystko Czym Jesteśmy.
Że istota dostrzega niepełność wiedzy.
Jej ułamkowość w stosunku do wszystkiego ubranego w całość.
Jeśli pójdzie za tą myślą.
To doświadczenie takiej osoby.
Stanie się bardzo obszerne.
Ponieważ wszelka wiedza przybierze bez-kształt.
Czyli nie będzie jedyną słuszną drogą.
Jedyną możliwością w tej czy innej sytuacji.
Jest w tym bardzo wiele przestrzeni.
Ale...
Znikają również punkty odniesienia.
W tym momencie, można powiedzieć umysł, pragnie zachować ramy.
By ci służyć tak jak służył do tej pory.
Pojawią się kolejne pytania.
Które będą jakby głębsze.
Bardziej egzystencjalne.
Ponieważ odpowiedzi na nie są próbą nadania konkretnego toru.
Bo bez niego.
Człowiek staje się troszkę...
"Nie z tego świata".
Te odpowiedzi.
Pytania...
To nie są wątpliwości tej chwili.
Mogą pojawić się tu dzięki nam.
My sprowadzamy je z myślowego abstraktu, tutaj - do życia.
I nawet wtedy nie znaczy to, że są one czymś namacalnym.
Bo wszystko zależy od punktu siedzenia.
Za udzielanie mentalnych odpowiedzi nie rozdają również jakiś szczególnych nagród.
Nie stajesz się jakikolwiek gdy zaświta w tobie jakaś myśl.
I ostatecznie nic w nas nie przybywa, gdy zadumiamy się w sprawach absolutnych.
Ponieważ skoro możemy widzieć myśl, która pojawiła się w nas...
Świadczy to tylko o tym, ze mogliśmy ją pomyśleć.
Że była w nas.
Cały czas.
A zakwitła pod wpływem jakiegoś doświadczenia.
I w ten sposób możemy również smakować Siebie.
Czasami jest w tym wiele z zaskoczenia, czasami budzi się zapał, intencje, marzenia...
Bo dane nam jest widzieć Siebie jakiego jeszcze nie zaznaliśmy za życia.
Ale ten ktoś, ta myśl, ten obraz...
Jest wieczny, niezmienny i zawsze obecny.
Ponieważ jest to Potencjał "ja".
Do samo kreacji.
Do wyboru.
Do stanowienia o Sobie.
Ale to o czym mówię.
Jest pulą wszelkich możliwości.
Którą możemy przeczesywać tańcząc i wędrując za pomocą tego ciała.
To, że uważamy się za to lub tamto...
Sprawia, że i nasza percepcja nasiąka tymi rzeczami i zjawiskami.
Ale nie zmienia to faktu, że poruszamy się w nieskończonym potencjale.
Skupienie uwagi.
Wiara.
Ułatwia.
Daje oparcie.
Daje konkretne wytyczne.
Daje jasny cel.
I drogę do niego.
Ale koncept celu, miejsca do którego uważamy, że zmierzamy.
Jest wybiórczym wyobrażeniem Tego Co Jest.
W tej chwili jest...
Wszystko.
Wszystkie rozpady i synegrie konceptów wszelkich myśli.
Wiedzieć to co wybierają z tej puli ludzie.
I wprowadzają w życie.
Jakie historie podsycają.
Jaki budują pryzmat swojego postrzegania...
Jak mówią.
Jak myślą, że myślą.
A przecież...
Wszystko Jest.
Dlaczego coś robić z tym fantem?
Dlaczego zadawać pytania i szukać odpowiedzi?
Po co odkrywać po raz nowy Amerykę?
Bo możesz.
Bo to również jest Tym.
Bo wszystko to doświadczenie.
Bo wszystko to możemy sprowadzić tutaj i postawić za "Ja".
I życzę Ci, żebyś widząc Siebie.
Częściej mówił "Ja Stworzyłem".
Niż "Ja Chcę".
Bo wtenczas nawet ty sam, będziesz widział Siebie.
Z Tego czerpał.
I to sprowadzał tutaj.
Nie ma większej radości, niż nadawanie sobie kształtu.
Widząc i wiedząc to Wszystko Czym Jesteśmy.
Om
13 kwietnia 2013
Wiosna
Wątpliwość o swój kształt.
Gdyby inne doświadczenia stały się naszymi osobistymi.
Gdybyśmy otrzymali inne warunki.
Inne rzeczy moglibyśmy dostrzec sami.
Też tak jest.
Że taka wątpliwość.
Może sprawić ciężar.
Ponieważ nie wiemy ile sytuacji zmarnowaliśmy.
W ilu sytuacjach mogliśmy postąpić inaczej.
Ta niewiedza jest najczęściej zapełniana przez projekcje.
Ponieważ tak działa umysł.
Zapełnia luki w równaniu.
Dostrzec to.
Że poprzez podążanie, emocjonalne zżycie się z tym ciągiem obrazów.
Tak osobistym jak i abstrakcyjnym, dziejącej się w sferze myśli i związanych z nimi uczuć.
Jakby powodujemy sami sobie określone warunki.
Układamy wszystko w logiczny ciąg.
Dla Ciebie wszystko wynika z oczywistości i jest naturalne.
Osoba stojąca obok może się dziwić, złościć, śmiać.
To jest zdumiewające.
Ale pokazuje nam bardzo ważną rzecz.
Że determinujemy swoje postrzeganie.
I przeżywamy nasze doświadczenie ze wszystkimi jego wzlotami i cierpieniami.
Bo to że ludzie zachowują się jak banda bezmózgich kretynów, albo nie odkryli w sobie uczucia, którym mogliby się z kimś podzielić.
Ostatecznie.
Nie ma znaczenia.
I nie powinniśmy marnować ani sekundy, by cierpieć tego, że ktoś nie reprezentuje sobą coś przykrego, coś niewystarczającego.
Ale jednak to się dzieje.
Jednak patrząc z jakiejś nieuwikłanej w nic perspektywy...
Jedyne jak możemy "obronić" to że cierpimy przez to, czy tamto.
To to, że mamy prawo do własnej historii.
Do swojego postrzegania.
I uczuć, które rodzą się w nas pod wpływem tego co widzimy.
A nigdy nie będzie to wszystko.
A już najmniej widzą Ci, którzy roszczą sobie prawo do absolutności.
Bo taką percepcję wypełniają wyłącznie obiekty.
Rzeczy martwe.
Które nie poruszają się.
Tylko w takim stanie, koncepcyjnie martwych, więc poznawalnych zjawisk, istota może śnić dotykania spraw absolutnych.
Aka rządy totalitarne.
Albo może mieć to bardzo "błahy" wyraz.
Na przykład dominacja poprzez "posiadanie racji".
Lub poprzez uważanie się bycie lepszym w jakiej dziedzinie, wartości, fizycznej predyspozycji.
-Nasz bóg jest wszechmogący i nas kocha!
-Ale ich bóg też jest wszechmocny i mówią że o wiele bardziej miłosierny!
-Więc wypowiemy im wojnę zobaczymy czyj bóg kocha bardziej.
Oglądałem też kiedyś porno.
Pan kręcił film w domu.
I kochał panią ładnie, a nawet czule.
Podczas kochania pod koniec filmu mówił tak:
-Ktoś kiedyś cię tak kochał?
-Nie. Nikt.
-Ktoś ci kiedyś tak robił? Co maleńka?
-Nie.
-Będziesz moją małą dziwką?
M.
Przedmiot.
Który można przesuwać, który można określić, który można wymienić, któremu można nawrzucać mięsa i sprawić by istnienie w nie uwierzyło.
Ilu jest ludzi, którzy to widzą?
Ilu jest ludzi, którzy pragną coś z tym zrobić?
Ilu ludzi, którzy wezmą się za to skończą tak samo, albo i gorzej?
Ilu ludzi, dotarło w swojej świadomości, do choćby prawdopodobnego momentu, skąd to się wzięło?
Dla mnie.
Uprzedmiotowienie uwagi wraz ze wszystkimi następstwami.
Zrodziło się ponieważ pojawiło się odrzucenie.
Ponieważ ktoś lub coś, nie odzwierciedliło intencji.
W tym momencie w świadomości ludzkiej pojawił się koncept odrębności.
COŚ się nie zgodziło.
Bo skoro się ze mną nie zgadza - nie jest mną.
Jest czymś innym.
Strach przed ponownym odrzuceniem.
Zrodził ratowanie się za pomocą koncepcyjnego zamknięcia drugiej osoby.
Nadanie jej skończonych ram.
By cierpienie, mogłoby zostać przewidziane.
Ale działa to wyłącznie gdy druga osoba uwierzy w swoją skończoność.
Uwierzy, że posiada ramy, które ktoś jej przypisuje.
Co zrobić by tak było?
Zdominować.
Zabrać możliwości, by mogła pomyśleć inaczej.
Poprzez zabranie możliwości dostępu do doświadczeń, istota faktycznie degenerowała się.
Zostawały zamykane kolejne drzwi.
Zwróćmy uwagę.
Że jest to lustrowanie tego pierwszego "nie".
Działanie z zemsty.
Lecz podmiot mszczący się nie widzi tego.
Nie widzi, że działa z tego doświadczenia.
Nie widzi, że odbiera komuś wolę, dlatego, że w jego doświadczeniu osobowym, właśnie to mu zrobiono.
Śpi.
Gapi się w ten ekran i nic nie widzi.
Gdy zniknie przedmiot.
Podmiot nie ma racji bytu.
Ponieważ podmiot porusza się wyłącznie pośród przedmiotów.
I to one determinują to, czym jest podmiot dla samego siebie.
W rzeczywistości bez konturów.
Podmiot przybiera bardzo spontaniczny kształt.
I nawet jeśli jest.
Własna egzystencja jest stwierdzona.
To wyrasta z taoistycznego uczucia, którego nic nie jest w stanie zastąpić ani doścignąć.
Jakże piękny jest świat.
Kiedy nie potrafimy ubrać go w słowa.
I jeśli przytrafi się wtedy człowiek.
Który otwiera się i pragnie zostać przyjęty.
Tutaj do środka.
To kosztowanie wspólnej chwili jest ucztą.
Najznamienitszym zakwitem ludzkiej świadomości.
Raz poczute.
Na zawsze wchodzi w skład naszego postrzegania.
Moment.
Gdy człowiek siedzi obok człowieka,
I nie stawiają pomiędzy sobą żadnych szal, wag i cyfrowych mierników.
Kiedy nie czujemy, gdzie kończymy a zaczyna nasz rozmówca.
Wtedy jest tylko rozmowa.
Bez podmiotu.
Bez kontekstu.
I wtedy raduje się wszystko.
I patrząc teraz na wspomnienia z perspektywy świadka.
Można powiedzieć, że to są takie pocałunki absolutu.
Osho mówił o komunii.
I bardzo te słowa do mnie przemawiają.
Bardzo kocham widzieć miejsce, z którego mogły paść takie słowa.
Pragnienie utrzymania jakiegokolwiek stanu.
Prowadzi do frustracji.
Ludzie utożsamiają się z najróżniejszymi doświadczeniami.
Wybierają różne myśli jako swoje drogi.
Na swój sposób jest to ciekawe.
To, że możemy wybierać sobie różne rzeczy.
Ale jest też bardzo dziwne.
Przynajmniej dla mnie.
No bo po co?
Skoro widzisz.
I wiesz, że jesteś taki, jaki powiesz, że jesteś.
Albo uwierzysz w to, jaki ktoś powie że jesteś.
Koniec końców, to zawsze zależy od Ciebie.
Lecz...
Ten świat...
Ludzie w tym świecie...
Wałkowali swoje historie w afekcie tak długo.
Splątali się w zależności i fortyfikacje zbudowane na hierarchii i skalach...
Że niemalże niemożliwym jest zaczerpnąć czegoś innego do ust niż smoła.
I najczęściej jedyne co nam pozostaje po zebrać w życiu nasze połamane skrzydła.
Zamiast nowych umiejętności.
Nowy problem.
I tu nie chodzi o to, że życie zawsze znajdzie drogę.
Bo znajdzie.
Bo jest żywe.
I posiada cechy wody.
I u podstaw jest najwyższym przejawem.
I mieści w swoim zbiorze wszystko inne.
Jako człowiek jesteśmy tu zaledwie gościem.
Zawieramy się w życiu i można powiedzieć, że przez nie i dla niego tutaj jesteśmy.
Ale ludzie chyba nie do końca wiedzą, że są.
A bez stwierdzenia swej obecności.
Nie mogą dotknąć wędrówki.
I odkrycia.
Że gdziekolwiek by nie poszli zawsze są TU.
Zawsze są TERAZ.
I przede wszystkim...
Zawsze SĄ.
I przez ten najprostszy i najintymniejszy fakt.
Dano nam moc sprowadzania ze świata zamysłu...
Zjawisk.
Jak poranna wspólna herbata.
Dzieło życia.
Albo to pisanie.
I za wszystkim podąża czucie.
Pojawiają się myśli.
Przyziemne i mniej doświadczenia.
Można doświadczyć nawet, jak to się mówi "chwytania pana boga za nogi".
Piękne doświadczenie.
Ubrane w wesołe słowa.
Bo o wiele krótsza wersja.
Choć mniej poetycka...
To proste.
Jestem Szczęśliwy.
Promyczek.
Om
4 kwietnia 2013
Wybór
Wybór
Czy...
Przede wszystkim.
Pragnę zwrócić twoją uwagę.Na długość obu komiksów.
I jak wielki wpływ na treść ma to, że sami siebie stawiamy przed aktem dokonanym.
Na różnicę w przepustowości nas samych.
Na otwartość na doświadczenia, które dajemy sami sobie.
Czuć.
Smakować.
Pamiętać.
To wszystko ludzkie.
I na prawdę nic co doświadczamy ostatecznie nie dzieje się poza nami.
Dotknąć rdzeń samego siebie.
By móc dostrzegać go we wszystkim.
Widząc siebie wszędzie.
Rozumiejąc dlaczego ludzie postępują tak jak postępują.
Rozumieć ich na podstawie własnych doświadczeń.
Na które otwarliśmy się w sami w sobie.
Które przyjęliśmy.
Dzięki czemu mogliśmy pójść dalej.
Zgodnie z naszą najintymniejszą wolą.
Przyśniło mi się dzisiaj moje marzenie.
Wiem gdzie idę.
Wiem jako kto i co.
Wiem co czuję.
Odkryłem rozkosz.
I z niej pragnę czerpać.
Nią pragnę się inspirować.
By przekuwać.
Budować.
I dzieje się to.
Mimo.
Że mogłem również zamknąć swoje życie w jednym szarym kadrze.
Akt dokonany.
Po ptokach.
Mleko rozlane.
Ale jeszcze się nie skończyłem.
Ty również.
Jesteś.
I dzieje się w tym stwierdzeniu tyle ile potrafisz dostrzec.
I ile pragniesz sobie dać.
Ile siebie pragniesz ujrzeć za życia tego ciała.
Kadr?
Wiersz?
Powieść?
Rozważanie?
Co pragniesz ujrzeć za chwilę?
Kontynuacje uczucia?
Ciąg dalszy pewnej sytuacji?
Moment w którym okazuje się że wszem i wobec to ty miałeś rację?
Coś...
Co jeszcze nigdy się nie wydarzyło?
Jakiejkolwiek nie udzielisz odpowiedzi.
Wiesz skąd się wzięła.
Bo tylko ty znasz cały bezmiar swojego doświadczenia.
Czy warto więc układać historię wedle ludzi, którzy nie mają o nim najmniejszego pojęcia?
Warto podpierać ich racje?
Ich usprawiedliwienia?
Doświadczenia, które nie zrodziły się w pełni z Ciebie?
Każdy jest taki.
Na jakiego go w danej chwili stać.
I choć bardzo lubimy się wzajemnie opisywać.
Przywiązywać do minionych doświadczeń...
Nie mamy pojęcia.
Najmniejszego.
Kim jest drugi człowiek.
Ponieważ słowa w które ubieramy innych jak i siebie.
Nie są więzieniem.
Nie są permanentną ramą.
Która zawsze będzie zachowana.
Dbanie o te kontury.
Jest pracą Syzyfa.
Bo człowiek i tak zrobi po swojemu.
Ważne by działając.
Tworząc wspólne doświadczenie.
Widzieć drugiego człowieka.
A widzi się to co drugie.
Tylko wtedy gdy wiesz co jest pierwsze.
Dwa istnieje tylko wtedy gdy zacząłeś liczyć.
A ma to ścisły związek.
Z odkrycia.
Swojego życia tutaj.
Swojej woli.
Swoich uczuć.
Fizyczności.
I jest tego tak wiele...
Że naprawdę marnotrawstwem czystej kartki jest.
Tkwienie w jednym tylko kadrze.
Popatrz!
Wiosna!
Afro Celt Sound System - Mojave
24 marca 2013
Wybaczenie
Życie jest.
Pojawiamy się w nim.
Człowiek zrodzony z człowieka.
Gdzieś w jakimś miejscu, pośrodku bezmiaru.
Są tutaj inni ludzie, którzy coś mówią.
Przekazują w sposób czuły lub nie swoje doświadczenia.
Czasami są to słowa pełne radości.
Innym razem jest w nich wiele cierpienia.
Wszystkie te historie są możliwe....
Ich różnice są możliwe.
Ponieważ kreujemy w nas bardzo silny koncept osobowości.
Bierze się on z najpierwotniejszego poczucia egzystencji.
Dzięki temu jakby czujemy swą obecność.
Czujemy swoją obecność.
To bardzo proste i ważne słowa.
Nasza obecność jest dla nas postrzegalna.
Postrzegalność samych siebie nazwałbym samo-świadomością.
Istnieje jednak...
Hm.
Jakby maniera opisywania, determinacji "co czym jest".
Choćby po to by odróżnić zagrożenie, coś trującego itd.
I jest to największa potęga jaką posiadł człowiek.
Możliwość determinacji rzeczywistości.
Całkowitej.
Poprzez nadawanie znaczeń.
Poprzez przypisywanie wartości.
Poprzez operowanie słowem "nie".
Jeśli jest to proces świadomy.
Takie też będą jego owoce.
Nie ma większej rozkoszy niż czuć swoją obecność, dziejącą się w całej "reszcie" manifestacji.
Wszystko staje się jak rzeka.
Jej zawiłości, zakola, zmiany poziomów...
Pojawiają się poprzez nas, lub poprzez czynności innych ludzi.
Ale przyjmijmy pewną mędrczą postawę i sprowadźmy to tylko do nas.
Poprzez ubieranie poczucia własnej egzystencji, w przymiotniki, określenia, wartości...
Które wynikają z osobistego stosunku do postrzegania życia w nas.
Patrząc na siebie, traktujemy się troszkę jak obiekt.
I zaczynamy opisywać to co widzimy.
Stajemy się "czymś", zjawiskiem dla nas samych opisywalnym.
Skończonym.
Które będzie wiodło życie jako "ten konkretny kształt".
Są po podwaliny alchemii nas samych.
Przejaw boskiej kreacji w nas.
Możemy determinować nasze doświadczenie, kąt naszego postrzegania.
Możemy doświadczać nauki i wzrostu, wynikających z różnych doświadczeń.
Rozwijać TO za co się uznaliśmy.
Dzieje się to co można zobrazować kołem.
Zataczamy koło w naszym postrzeganiu, co jest wynikiem uważania się za "coś".
Wędrówki dusz.
Wyobraźmy sobie rzekę.
Rzeka życia.
Płynie "prosto".
Istota ludzka.
Poprzez przyjmowanie opisu samego siebie za fakt, kształtuje swoje postrzeganie.
Jeśli uzna się za pełnego dobroci, w rzece pojawią się inne "obiekty", które swoim zachowaniem odpowiadają tej wartości lub nie.
Bieg rzeki zostanie zmącony.
Postrzeganie wpada w zależności.
Pojawia się wybór.
Istnienie zaczyna sortować przejawy życia.
By osiągnąć jakiś konkretny obraz.
Jakiś konkretny ich układ.
Tych którzy w jego postrzeganiu stali się dobrzy mają za zadanie takimi pozostać.
Inaczej są zdrajcami.
Szarlatanami.
Bo JA nałożyło na nich koncept, w którym mają się mieścić.
Dlatego pytam czasem.
"Ilu ludzi potrzebujesz, aby być tym za kogo się uważasz?"
"Ilu ludzi musi być wplątanych w zależności historii, którą sobie opowiadasz?"
Jest sobie więc rzeka, która nie biegnie już prosto.
Ma w sobie zależności.
Tutaj z racji tego za co się uważamy nie pójdziemy, tam pójdziemy chętniej.
Pojawiają się doświadczenia.
Najróżniejsze.
Ci dobzi okazują się jeszcze lepsi od nas od których warto się uczyć, albo zwykłymi kłamcami.
Ci źli okazują się źli, albo nie umieją poradzić sobie z cierpieniem, które ich spotkało...
Do tego dodajmy emocjonalny stosunek do tych zjawisk.
Powołajmy takie zjawiska jak sumienie, dusza, serce, umysł.
Multum, multum możliwości.
Do których robimy skok w bok, z głównego nurtu.
To nas ciekawi, taki świat sobie kreujemy by go oglądać.
Tak spędzamy nasz czas tutaj.
Płyniemy z rzeką.
Kreujemy wizje.
Później doświadczamy tego, ze świat, albo my nie możemy jej sprostać.
I na koniec wybaczamy.
I to wybaczenie na powrót podpina nas do głównego nurtu.
Skąd pojawiło się wszystko to za co możemy się uważać.
Znów obraz staje się szerszy.
Znów jest lekkość i naturalność.
Dryfujemy.
Nabieramy sił.
Bez wybaczenia.
Poprzez karmienie ciała zawiścią, pogardą, gniewem...
Karmimy się śmiercią.
Sprzedajemy istnienie, w zamian za historię pełną niedomówień i cierpienia.
Zamykamy swoje postrzeganie.
Obrażamy się na życie.
Tak.
Obrażamy się za to, że dano nam możliwość determinacji i mogliśmy przegrać, cierpieć.
Nasze wizje mogły się nie spełniać, to co zbudowaliśmy mogło się zawalić.
Ludzie mogli cierpieć przez nas.
My mogliśmy cierpieć przez ludzi.
To za co się uważaliśmy mogło nie wystarczyć, mogło być za małe, albo za słabe by udźwignąć nasz sen.
I przegraliśmy.
Chcieliśmy coś stworzyć, a mamy same szramy na sercu i duszy.
Jeśli istnienie zdobędzie się na wybaczenie.
Jakby "powraca".
Wybaczenie wyzwala istnienie z konceptów i zależności.
Wybaczenie uwalnia cały świat od tego za co się uważaliśmy.
Sprowadza nad do punktu zero, do punktu wyjścia.
Dlatego wspomniałem, że ten proces można zilustrować kształtem koła.
Prosta linia.
Pętla w bok - jest naszą kreacją opartą na determiniźmie.
I jeśli "ja" powróci do prostej linii...
To nadal nie jest za późno.
Gdy nie powróci.
Gdy zacznie tworzyć i pogłębiać labirynty zależności.
Tego będzie doświadczać.
I ostatecznie zostanie zmiażdżone przez własną kreację.
Ponieważ świat jaki tworzymy w swoim postrzeganiu nie ma już w sobie nic z życia.
Tylko cyfry, i hierarchia wartości, którą musi dźwigać świat.
Przymus.
Odebranie woli innym przejawom istnienia.
Zdominowanie.
I odebranie innym możliwości świadomego kreowania samych siebie.
Zmuszenie, by drugie istnienie, nie miało możliwości doświadczania siebie tak jak najbardziej czuje.
I nie mówię tylko o sprawach absolutnych.
Mówię też o rzeczach, które można nazwać błahymi.
Jak ktoś wyraża siebie.
Jaki komuś przypadł ludzik, na wędrówkę tutaj...
Determinacja.
To najbardziej tania.
I największa potęga tego świata.
Ego poprzez determinację pragnie układać świat.
Posiąść go.
I układać.
Żąda od innych, by działali wedle wizji.
By byli tym, czy tamtym.
By zachowywali się wedle scenariusza.
Taki świat rodzi śmierć.
Bo nie jest wolny.
Bo nie jest swobodnym nurtem rzeki.
Tylko jego eksploatacją.
A jeśli.
Uważamy.
Że tylko nam wolno nadawać kształt.
Bo uważamy się za to, za to i jeszcze za tamto.
To nie podołamy.
Ponieważ nie ważne ile wchłoniemy danych - nasza percepcja jest ograniczona.
Ponieważ świat nie jest skończony.
Wciąż się dzieje.
I tracąc z oczu drugie istnienie i wybierając to jak możemy o nim pomyśleć zamiast egzystować w tym czym w istocie jesteśmy...
Tracimy z oczu również siebie.
Tracimy to z czego narodziło się to za co możemy się uważać.
Ta strata jest mentalna.
Nie jest faktycznym stanem rzeczy.
Jest konsekwencją naszej historii, którą sobie opowiadamy.
Ostatnimi obrazami, które trzymają nasze uczucia w tej historii.
Może podświadomie chcemy ukarać się za to co zrobiliśmy?
Może tym jest w istocie karma?
Wybaczenie.
Sprawia, że znów widzimy drugiego człowieka.
Uwalnia nasze postrzeganie i emocje.
Sprowadza percepcję do spraw najprostszych.
Takie jest koło życia.
Zamknięci w obrazach umysłu uczymy się.
Jak być.
Widzieć i kosztować to wszystko czym jesteśmy.
Om
21 marca 2013
Drogowskaz
Doświadczając cierpienia.
Jesteśmy w stanie dostrzec je w drugim człowieku.
Możemy go zrozumieć.
Doświadczając szczęścia.
Jesteśmy w stanie dostrzec je w drugim człowieku.
Możemy radować się wspólnie.
Doświadczając pomocy.
Jesteśmy w stanie wybrać to doświadczenie z puli dostępnych nam możliwości.
Możemy budować wspólne rozwiązanie.
Nie widzimy rzeczy, zjawisk, możliwości.
Które nie weszły w skład naszego postrzegania.
Ruszamy się, żyjemy, lecz jeśli coś nie dotknęło nas osobiście.
Nie wniknęło do naszego postrzegania.
Nie pojawia się w naszym doświadczeniu.
Żyjąc rutyną.
Nie poszerzamy naszego postrzegania.
Poruszamy się po ograniczonym torze.
Tak samo jest w przypadku trzymania urazy.
Emocjonalny stosunek do przykrości, powoduje.
Że wciąż żyjemy pośród obrazów, które sprawiły cierpienie.
W ten sposób nie zbudujemy tutaj nic innego.
Bo wciąż i wciąż, sprowadzamy tutaj swoje krzywdy.
Swoje niespełnione marzenia i intencje.
Z taką samą siła i mocą.
Dana jest nam możliwość.
By rosnął nasz sukces.
Radości.
Małe i duże.
Wcale nie trzeba wile słów.
By opisać To co wspólne.
Różnice, z racji naszego intymnego doświadczenia tego świata.
Są właśnie w słowach.
Om
Subskrybuj:
Posty (Atom)




